Co obejrzeć w piątkowy wieczór, gdy ponura pogoda za oknem nie zachęca do wyjścia z domu? „Polot” to polski film, a do tego mamy do czynienia nie z superprodukcją, ale z debiutem reżyserskim. Nie powinno nas to jednak zrażać zwłaszcza, że jest to jedna z niewielu krajowych produkcji z pięknym przesłaniem. Jakby tego było mało, „Polot” nie jest komedią romantyczną, a seans jest możliwy do obejrzenia legalnie dzięki telewizji internetowej i stwarzanych przez nią możliwościom. 

tablet photo

Trudna sztuka realizowania marzeń

O czym opowiada „Polot”? To jeden z tych filmów, który mówi o tym, jak ważne jest dążenie do celu – konsekwentne i niezachwiane nawet, jeśli droga jest wyboista. To przy tym pozycja, która wcale nie wymaga od nas zawieszenia niewiary. Jej reżyser – Michał Wnuk – zaprasza nas do zapoznania się z realiami funkcjonowania w branży lotniczej, choć jednak Karol – główny bohater filmu – chce podbić świat budując innowacyjny sterowiec, jego historia mogłaby być tak samo realna, gdy planował innowacyjne rozwiązanie w każdym innym sektorze. 

Sam Karol, odgrywany przez utalentowanego Macieja Musiałowskiego, wydaje się zresztą idealnym przedstawicielem pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków. Jest wykształcony, odważny i pełen wiary w siebie. W dzieciństwie nie poznał ani skrajnej biedy, ani upokorzenia. Nie czuje się winny i nie wydaje mu się, że, niejako z definicji, nie ma szans na osiągniecie czegokolwiek. Jego pewność siebie może zlewać się w oczach starszych widzów z zarozumiałością, jest jednak cechą typową dla wielu młodych ludzi i jako taka powinna być postrzegana jako pozytywna.

„Polot” to jednak nie opowieść o cudownym dziecku, ale o osobie, która musi zrewidować wiele swoich przekonań w starciu z rzeczywistością. Karol po śmierci ojca przejmuje odpowiedzialność za rodzinę i przedsiębiorstwo, które generuje raczej długi niż zyski, wchodzi też w relację z Justyną, która daje nadzieję na coś trwałego, wymaga jednak opanowania trudnej sztuki kompromisu. Do tego dochodzi konieczność zmierzenia się z realiami biznesu po polsku, często znacząco różniącymi się od wyobrażeń na ich temat.

Krótka opowieść o młodości

Jaka jest największa wada „Polotu”? Krytycy zwracają uwagę między innymi na niedoróbki scenariuszowe oraz błędy montażowe. Trudno nie zgodzić się także z tym, że nie wykorzystano w pełni potencjału aktorskiego wielu osób odgrywających w filmie kluczowe role. Wiele wskazuje jednak na to, że „Polot” jest po prostu… za krótki. 90 minut to zdecydowanie za mało, aby poradzić sobie z wielowątkowością, jaką zapowiadał pierwszy akt. Reżyser i scenarzyści ratowali się skrótami sprawiając, że przynajmniej kilka decyzji bohaterów można uznać za maksymalnie nienaturalne. Trudno jednak mówić o tym, że po obejrzeniu filmu nie odczuwa się satysfakcji. „Polot” podnosi na duchu, wprowadza w optymistyczny nastrój i pozwala czekać z dużymi nadziejami na kolejne filmy Michała Wnuka.